Słowem wstępu o tytule projektu.
Drogi odbiorco,
tytuł projektu badawczego nawiązuje do książki J. Brach-Czainy. Słowem wstępu, chciałbym uniknąć w tym tekście syntetycznych prób pochwycenia i wyrwania maleńkiemu tomikowi „Szczelin Istnienia” czegoś w rodzaju głębszego sedna czy sensu. Dla odbiorcy czytającego ten tekst, wycisnę tylko kilka porozumiewawczych kropel: prostota, głębokie bycie ze światem, wieloma zmysłami, ciekawość, zadziwienie. Pozostaje mi jedynie, drogi odbiorco, zachęcić do zgłębienia jej, a teraz odklejajmy się powoli od genezy tytułu…
Tu już coś o sobie, jako twórcy. Trafiłem na jej niewielkie tomiki na studiach, przypadkowo. Szukałem tytułu dla procesu twórczego, który wtedy mną zawładną. Bawełniane tkaniny, wymoczone w glinie, które wtedy rwałem na strzępy, miały w sobie coś efemerycznego i jednocześnie cielistego. Na początku wieszałem je jak pranie, a one zyskiwały przedziwną, zawieszoną obecność. Szybko po tym obrazie, wewnątrz głowy, zaczęły zapalać się słowa; szczeliny, błony, istnienie, coś mentalnego… Palce wystukały paciorki znaków w przeglądarce. Tak trafiłem na książkę, a kolejna koegzystencja chciała poinformować mnie o wznowieniu wydania w szaro-różowej okładce.
Przeczytałem. I od tego czasu dołączyłem do pewnego rodzaju ludzkiego, który nie może przetrwać bez bliskości z małym, rozlatującym się tomikiem. Co więcej, zacząłem spotykać ludzi, którzy obcowali z nią na rozmaite sposoby. Potrafili na przykład – okradać się z tej książki, kiedy ich egzemplarze ginęły. Albo nosić ją w kieszeni, spodni czy plecaka, jak twierdzili – zawsze przy sobie. Robili to po to, aby otwierać ją raz lub kilka razy dziennie. Czytać jedną, nie-przypadkową opowiastkę właśnie na ten moment, na ten pejzaż, schować do kieszeni. Potem dzielą się na takich co łączą ją z całym swoim istnieniem albo na takich, którzy godzą się z nią i zapominają co przeczytali. Jak gdyby była to tylko egzystencjalna przerwa na papierosa.
Choć ten wstęp pobrzmiewa jakby był gloryfikującą recenzją, muszę stwierdzić, że książka ta, dla pewnej grupy ludzi stała się wziernikiem – ku czemuś ważnemu co pęd dzisiejszych czasów skutecznie ruga. Książka wdziera się w nagie życie, uczy nas głęboko je smakować. Takie bycie ze światem, zawsze było mi bardzo bliskie. Zanurzenie w zmysłowości, zbiegach okoliczności, nabrzmiałych znaczeniach zjawisk. W ten sposób powstała we mnie myśl. Szczeliny Istnienia jako pewna stabilna i zakorzeniona figura filozoficzno – literacka, stanie się punktem wyjścia do procesu artystycznego. To świetny punkt wejścia-wyjścia, wypchnięcia odbiorcy w stronę wrażliwego i głębokiego obcowania z innymi światami.
porą suchych liści kukurydzy, 2025
Badanie Artystyczne: Szczeliny Istnienia
Badanie Artystyczne – Szczeliny Istnienia, nie zawiera jednej konkretnej metodologii pracy. Jest to zbiór wielu-praktyk post-artystycznych, takich jak: spacerowanie wobec pejzażu, zbieranie bio-materii, obcowanie ze światem roślin – rozumiane jako „bycie ze światem”, eksperymentalna uprawa w pracowni, notatki fotograficzne i wyjazdy terenowe do ciekawych pod względem przyrodniczym i auratycznym miejsc.
Konsolidacją procesu jest moment powołania czterech, wielkoformatowych dzieł artystycznych. Asamblażu – Rem Pszczoły, Instalacji – Ogród Polimorficzny, Obiektu – Bez tytułu oraz otwarcie nowego cyklu malarskiego (4 szkice eksperymentalne, 1 obraz wielkoformatowy). Koncepcja projektu została zaprezentowana na Sympozjum Twórców i Teoretyków 2025 – Herbarium Novum II: Podmiot Roślina w formie prezentacji. Część powstałych dzieł, została zaprezentowana na wystawie JESTOTA ZAPOZNANA (Herbarium Novum II) w poznańskiej abcGallery. Niżej opisane działania post-medialne wzbogacały proces twórczy, a także stymulowały wyłanianie się biomorficznych dzieł.
Punktem wyjściowym w poszukiwaniach twórczych były dla mnie słowa zapisane w szkicowniku – Duchy podobne roślinom. Formy, nad którymi pracowałem miały nie tyle „naśladować rośliny” co wkraść się w ich istnienie – poprzez różne sposoby myślenia, wielozmysłowe doświadczanie i obcowanie z nie-ludzkimi innymi. Proces artystyczny i badawczy ma zdolność wnikania w szczeliny, a materializacja dzieła sztuki często bywa szczeliną samą w sobie. Podobnie jak kiedyś historia sztuki określała obraz malarski oknem czy zwierciadłem ku tajemnicy.
Moim zamiarem było spełnienie pewnych ontycznych cech dzieła sztuki. Interesowało mnie rozwinięcie już opracowanych i wymyślenie nowych technologii, które realnie pracują ze zjawiskami takimi jak ciepło, wilgoć, energia, czas, rozpad, sensualność i rezonans materii, a także wchodzą w interakcję z biosami i Zoe.
Choć obiekty, które stworzyłem mają charakter „labowy” (rozumiem przez to, że powstały w pracowni i mogą być zarodnikami dla pracy site-specyfic/in situ w plenerze) są punktem wyjścia do kolejnych projektów, które mogą stać się nośnikami takich wartości (zarówno w wymiarze materialnym jak i niematerialny): biodynamiczność, cyrkularność, kompostowalność, do-karmicielstwo, wulnerabilność, regeneracyjność, a także pokrewnych odpowiadających na potrzeby wynikających z napięć współczesności.
Powyższe wartości zlewają się poprzez praktykę twórczą w opracowane dzieła sztuki. Oddziałują one na polu poszukiwania nowego języka (posthumanizm) i feministycznego przepisywania. Udzielają głosu nie-ludzkiemu innemu, a także samej materii. Destabilizują i decentralizują konserwatywne sploty tego co uważamy za Podmiot-owość i Przedmiot-owość. Proponuję również pomyśleć o relacji splątanej tych wartości: Podmiot-Przedmiot – Przedmiot-Podmiot. Świat roślin wobec relacji z naszym gatunkiem okazał się interesującym polem badawczym. Dla przykładu: upodmiotowienie rośliny, zachodzi poprzez wykorzystanie jej ciała w praktyce artystycznej i umiejętne splecenie ją z siecią kontekstów kulturowych.
Projekt dofinansowany ze środków stypendium „Młoda Polska 2025”, ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Badanie Artystyczne – Szczelina I: Wołanie Materii
Praktyka artystyczna: Od początku procesu artystycznego wyostrzyłem uważność na procesy mentalne i psychofizyczne podczas pracy z materią. Prowadziłem notatki z obserwacji. Niniejszy tekst jest premedytowaną próbą przekazania zanotowanych zjawisk. Wyczuwam w tych notatkach potencjał do napisania pogłębionego artykułu o materii.
Głęboki proces twórczy wobec materii odbywa się w ciszy. Kiedy zostaje sam, materia zaczyna nawiedzać mnie poprzez wewnętrzne obrazy, pojawiają się zarysy form. Co ciekawe, proces ten określiłbym para-fizjologicznym, ponieważ brak reakcji z mojej strony, choćby poprzez bazgroły ołówkiem, skutkuje nasilającą się utratą spokoju i uporczywym wędrowaniem uwagi w kierunku wyobrażeń. Zdarzają się takie noce, w które nie mogę spać, a wyobrażenia przepływają jak woda w młynie. Stwierdzić więc można, że Wołanie Materii jest zjawiskiem rozgrywającym się pomiędzy światem materialnym, a światem wyobrażeń (umysłowym). Poczucie to dotyczy pozornie prozaicznych materiałów.
Podczas badania artystycznego, przeprowadziłem analizy różnych biomateriałów, każdy z nich uczestniczy w konstelacji połączeń świata roślin. Poszerzyły one mój warsztat artystyczny i rozwinęły autorską technologię. Poprzez analizę materiałów rozumiem nie tylko tworzenie z niej dzieł sztuki, a również uważne, wielozmysłowe bycie z tymi substancjami. Pracuję jednocześnie z polem materialnym, pamięciowym, sensualnym, znaczeniowym, eko-magicznym. Zbadane materie to m.in.: glina (różne rodzaje), pył węglowy, pigmenty roślinne i mineralne, tekstylia naturalne (len, bawełna), wysuszone ciała roślin (trawy, zboża, chwasty), kawałki ciał drzew (stare drewno, karpy, resztki z wycinek), wosk pszczeli, żywica sosnowa i damarowa, olej lniany, autorski biopolimer (roślinny), wiklina, trzcina. Wrażliwość i świadomość ekologiczna (ekosofia?) przemienia ich powszechność czy marność w substancję bardziej wyjątkową niż złoto.
Z notatek surowych: Kiedy wchodzą do pracowni zapominam lub staram się zapomnieć. Koncentruje się na zjawiających się, przeczuciach – wołaniach materii. Czuję potencjały, zjawienia się obiektu przestrzennego. Do czasu pierwszej materializacji, potencjały wykazują polimorfizm, który zdaje się być stymulowany przez doświadczenia form i biomorficzne spostrzeżenia. Cienie, czy poświaty form, które się wyłonią zapowiadają proces, któremu towarzyszy niepewność. Stąd się bierze tyle kaw, które trzeba wcześniej wypić. Ta niepewność, bierze się ona z niekompletności wyobrażenia, jak gdyby w naturze tego zjawiska było jego odkrywanie. Moment ten wymaga zaufania do własnych możliwości, wymaga poznania tego Czym pracujesz, wymaga skumulowania energii, która ma zastygnąć w tym akcie.
Ciekawi mnie, że w tej fazie procesu, ciało nosi już w sobie poczucie formy (np.: jej gęstość, ciężar, skalę). Skóra nie dotyka jeszcze wosku czy gliny, ale czuje ich grudy w dłoniach. Oczy przy pracy nad obiektami, zachowują się inaczej niż w klasycznym procesie. Forma zdaje się istnieć wcześniej niż pomysł na obiekt artystyczny.
Mózg przenosi uwagę na dłonie, trwa w poczuciu jakby to z nich brał się obraz. Widzę bo muszę złapać za materiał, orientować się w przestrzeni. To dotyk bierze czynny udział w wydobywaniu formy przestrzennej z rzeczywistości wyobrażonej. Obraz z siatkówki oka przenika się z wewnętrznym. Proces ten generuje realne zmęczenie. Kiedy odchodzę od formy, używam oczu, ale nie po to aby przyglądać się i analizować. Jeśli analizuję to nie poprzez intelekt czy zdolność projektowania. Czuję, że jest coś takiego jak „niema ocena zmaterializowanej formy”, wewnątrz mentalnego kołowrotka nie ma wtedy/jeszcze słów.
Kiedy jesteśmy w oddali od formy przestrzennej, całe ciało zaczyna czuć jej obecność. Co więcej, możliwe jest zetknięcie się z uczuciem stosunku własnego lub wyobrażonego ciała wobec obiektu. Doznania te zawierają w sobie poczcie obcowania z inną realnością. Znów słownik zdaje się nie wystarczać aby opisać procesy wewnętrzne. Rozgrywają się one w mięśniach ciała, kręgosłupie, kościach przedramion i nie jest to metafora!
Czy ktoś z was też tak ma, że po wyjściu z muzeum odczuwa zmęczenie w okolicach łopatek i lędźwi?
Materia jest na tyle pochłaniającym tematem, że planuję poświęcić jej samodzielny, dłuższy artykuł. Aby czytelnika już całkiem nie wyprowadzić w pole. Na zakończenie pozostawiam kilka pytań, które być może więcej warte są niż próby odpowiadania…
1. Czy Wołała Cię jakaś Materia albo Przedmiot?
2. Co to znaczy udzielić głosu nie-ludzkiemu innemu?
3. Co może znaczyć Głos materii?
4. Jakie zjawiska niematerialne towarzyszą materii, oblepiają ją, namnażają się na niej jak mikroby?
5. Czy umiemy wyobrazić sobie świat materii bez świata słów?
6. Czy zauważyłeś kiedyś, że podpisanie zdjęcia albo przedmiotu ma tajemniczą właściwość zmieniania percepcji?
7. Jak to się dzieje, że materia staje się nośnikiem pamięci?
8. Czy nie uważasz, że to trochę dziwne, że ustawione odpowiednio przedmioty albo odpowiednio uformowana materia wpływa na twoje emocje, wpływa na twoje samopoczucie, a może nawet generuje doznanie obecności?
9. Czy istnieje tylko jeden sposób postrzegania i myślenia o materii?
Każdy kto był kiedyś nad morzem ma szansę przywołać w pamięci uczucie spoglądania w dal. Na nie, przez nie, głęboko w nie – ale nie w głębiny. Kładąc dłonie na chłodnych ziarnach piasku i patrząc na spektakle horyzontu patrzymy w samych siebie. Czujemy jak nasza dusza się rozszerza, rozlewa, faluje. Jesteś-my małym Solaris.
Jak pisał M. Foucault, „możemy założyć, że człowiek zniknie, niczym oblicze z piasku na brzegu morza”…
Badanie Artystyczne – Szczelina II: – Uprawy równoległe.
Praktyka artystyczna: Spaceruję od pory zeszłorocznego ugoru, po kole czasu, ku przyszłemu. Obserwuję maszyny rolnicze, ich osprzęt, ślady które zostawiają w ziemi. Obserwuję formę pól uprawnych, wchodzę na pobliskie wzgórze aby widzieć je z wysokości kruka. Ślady traktora są mi labiryntem.
Koegzystuję na co dzień z dolnośląskim rolnictwem monokulturowym. Równolegle do agrologicznej sezonowości, w moim art-labie odbywa się eksperymentalna uprawa nasion pszenicy. Badałem zachowanie jej korzeni, źdźbeł i podłoża – jako tekstylne medium sztuki współczesnej.
Przyglądam się z zaciekawieniem pracy rolników, począwszy od traktorów uzbrojonych w zębiska agrorolniczych smoczysk. Analizuję ich relację z ziemią, mając na karku ciemną-ekologię i mit permakultury. Podziwiam jak agrokulturowy krajobraz dolnego śląska, zmienia się z tygodnia na tydzień – oczami i umysłem, który nastrojony jest na świat formy, abstrakcji, syntezy geometrycznej czy biomorficznej. Określiłbym ten ślepy spał spektaklem współczesnego nominosum. Łapie w siatkę pamięci zjawiska kultury zboża i okradam uprawców z kłosów.
Dzięki badaniom nad uprawą w kontrolowanych warunkach, nauczyłem się stymulować wzrost korzeni i źdźbeł na różnych podłożach; ziemi, glinie, a także tekstyliach. Grube płaty wyhodowanych biomateriałów rozcinałem, preparowałem, kształtowałem, zawieszałem i suszyłem. Oddawałem je procesom pleśnienia, gnicia czy kompostowania. Zapoznanie się z tymi procesami pozwoliło mi opracować kolejną autorską technologię. Obok powyższej praktyki zbierałem i suszyłem zboże na różnym etapie rozwoju. Analogicznie obserwowałem jego zasuszanie, skurcz, podatność na grawitację, trwałość. Szukam sposobu na wydarcie agro-logosowi zboża – wewnątrz pól znaczeniowych, mitotwórczych czy eko-magicznych. Jak alchemicznie oddać im dzikość, nadać im wymiar arche-? Praktyki te mają ścisły związek z rozwinięciem i pogłębieniem mojej koncepcji obiektów polimorficznych, pół-żyjących form, w których splata się istnienie roślin i dzieła sztuki.
Rysunkowość i udział agro-geometrii w procesie monokulturowej uprawy zawiera w sobie tajemnice ludzkiej czasowości. Jest to zjawisko dotyczące całkowitej podstawy naszego istnienia, naszego pokarmu. Czas przeszły jak i przyszły, zapisany jest w bieżnikach traktorów. Ludzkie uczestnictwo w tej scenerii nosi w sobie pulsującą grozę. Kończę pisać ten tekst, kiedy dwieście metrów od mojego domu, szeregi obeschłych kukurydz, zdają się przysypiać na swojej egzekucji. Ścina je moloch nowoczesnego rolnictwa, ścina nasze odbicie w nie-ludzkim. Idąc do wiejskiego sklepu mijam szyber zbożowy, który ma w sobie siłę małego wodospadu. Pojawiły się we mnie słowa; Uczestniczymy w narodzinach panteonu nowych tytanów. Pazury agro-smoczysk, wyrysowują hipnotyczne układy zamknięte.
Badanie Artystyczne – Szczelina III: – Martwa Nauka
Praktyka post-artystyczna: Dyletancko zabawiłem się w antropologa. Nawiązałem korespondencję z Zakładem Biologii Rozwoju Roślin na Uniwersytecie Wrocławskim. Poprzez rozmowę z naukowcami i odwiedziny laboratorium zamierzałem, doświadczyć atmosfery czy auratyczności zakładu badającego rośliny. Nie oceniam, ani nie poddaje dualistycznej analizie moralnej losu roślin. Poznałem techniki preparowania roślin, proces przygotowywania preparatów. Zostałem przeszkolony w obsłudze mikroskopów, był to kluczowy moment, który chciałem przeżyć. Jakie emocje i stany towarzyszą istocie ludzkiej, która po raz pierwszy spogląda poprzez i w oko mikroskopu. Czy istnieje styk pomiędzy artystyczną, a naukową neuroplastyką? Niniejszy tekst jest relacją z tego eksperymentu.
Zagłębiając się w świat roślin, założyłem sobie pewien eksperyment. Nigdy wcześniej nie zgłębiałem „ścisłej” naukowej książki. Zacząłem ekwipować się w pozycje dotyczące fizjologii, anatomii czy mikrobiologii roślin (na dobry początek). Zdałem sobie sprawę, że bycie z takimi książkami, nie wiele ma wspólnego z czytaniem literatury pięknej, natchnionej czy nawet specjalistycznej w dziedzinach -humanistycznych. Jako istota ludzka, żyjąca i myśląca formą, zacząłem zauważać pewne powtarzalne zjawiska. Były to sposoby i próby przekazania wiedzy poprzez wizualizacje. Miałem wrażenie, że gdyby ktoś wygumkował towarzyszące im opisy, z powodzeniem mógłby zrobić z nich wystawę artystyczną.
Nie opuszczało mnie poczucie, że biologiczne syntezy usiane słowami – bez odbicia w laboratoryjnym doświadczeniu, były jałowe. Koncentrując się na naukowych opisach byłem w stanie pobudzić wewnętrzne obrazy. Miałem jednak poczucie, że nie ma w nich niemej uporczywości i potrzeby ich wyrażenia, tak jak dzieje się to podczas wołania materii. Tak odróżniam głęboką przestrzeń rzeczywistości wyobrażonej, w której pomieszkują byty kontinuum naturo-kultury.
Miałem sen. Spoglądam na antyczną mozaikę, po której skacze światło pochodni jak gdyby w „Jonsie”. Wehikuł uwagi, w którym się unoszę, zasysa centrum meandrujących, kłączących się geometrii. To środek zasysa percepcję. Jestem tak blisko, że mógłbym zedrzeć koniuszkiem nosa pajęczyny, wciągnąć kurz wdechem. Słyszę głos staruchy – „Kości minotaura mchem porosłe”.
Jeśli osoba o neuroplastyce wyposażonej w niesforną ekspresję wyobrażeń i „(post)humanistyczny background” ma problem z powołaniem wewnętrznego obrazu na podstawie tekstu, rysunków i wizualizacji – zachodzi tu ciekawa ułomność. Uświadomiłem sobie, że nauki przyrodnicze również polegają na interpretacji i umownych syntezach zjawisk. Poczułem ekstatyczne ukucie niewiedzy, realne, zimne – nie wiem.
Nie mogłem wyjść z podziwu kiedy uświadomiono mi, że oko ludzkie – uzbrojone w mikroskop może dotrzeć tylko do pewnej granicy (poziom komórek i ich wnętrza). Obserwacja tylakoidów w chloroplastach staje się już problematyczna. Wszelkie głębsze i dalsze wędrówki odbywają się poprzez komputer. Maszyna (np.mikroskop elektronowy) interpretuje zjawiska (upraszczając dyletancko), a ludzkie oko doświadcza obrazów lub wykresów na monitorze. Co więcej, zarówno preparaty jak i interpretacje wyplute przez maszyny są uprzednio lub końcowo obrabiane (np. ciemnia cyfrowa, grafika cyfrowa, preparowanie) w zależności od ich dalszego przeznaczenia. Można więc zaryzykować wniosek-pytanie: Co oznacza w takim wymiarze obserwacja nagiej natury?
Oczy i mózg spotkane z mikroskopem, mają problem z rozpoznaniem tego co widzą. Wewnątrz mikroskopu patrzy się na dwa, jednocześnie nakładające się na siebie obrazy. Co więcej – w żywym oku powstają artefakty (soczewka mikroskopu) i zaburzenia (np. odbijają się rzęsy). Pierwsze wnikanie w tą szczelinę jest dodatkowo utrudnione przez potrzebę ruchu obrazem, powiększeniem i kadrem preparatów. Dłonie połączone z oczami muszą stworzyć nową neuroplastyke między sobą – podobnie jak operator filmowy musi zrosnąć się z kamerą.
Przychodzi mi na myśl dziwna puenta. Czy spoglądanie w oko mikroskopu nie ma w sobie czegoś w rodzaju cudu? Czasem dotyka nas szczególny rodzaj przeżycia, dreszcz czy impuls – dziecięcego zdziwienia. Czuję się wtedy jak gdybym ocknął się z długiej hibernacji. Jako cud postrzegam możliwość zagłębiania się we wszelki byt jaki ulega naszym próbom wdarcia się w niego. Posępna koherencja materii i wiedzy. Bardzo często zbadanie czegoś jest równoznaczne z jego uszkodzeniem, nacięciem czy nakłuciem. To dziwny splot potrzeb i konsekwencji. Jaki wpływ na to co widzimy mają wyuczone informacje, pozbawione żywego doświadczenia? Czy częściej nie jest tak, że wiemy, a nie widzimy? Gdzie w takim razie jest granica między wiedzą, a wiarą w informacje? Czy nie przypomina to mentalnej infekcji? Jakie konsekwencję to ze sobą niesie?
Moje wnioski zataczają trywialny krąg. Praca badacza, czy to artystycznego czy naukowego może obrać ten sam punkt wyjścia, który stanowi o nas jako istotach rozumnych. Obserwacja i doświadczenie – bez nich – posługiwanie się wiedzą zaciera granicę z wiarą. Jeśli nie zaopiekujemy się świadomością społeczną, nie przywrócimy jej zdolności samodzielnego badania świata, jesteśmy skazani na uniwersum, w którym utracimy zdolność bycia ze światem. My w jakimś sensie, już dzisiaj jesteśmy – sługami auto-utylitarności i biologiczności naszych ciał. Upośledzeni przez technokrację i kapitalizm – lenistwo i konformizm. Niepokój o najbliższe lata i prognozy katastrof mają ożywczą moc zwalniania nas z potrzeby zadbania o bezpieczną starość i smakowitość kariery.
Porą zebranej kukurydzy, 2025
SZCZELINY ISTNIENIA
Słowem wstępu o tytule projektu.
Drogi odbiorco,
tytuł projektu badawczego nawiązuje do książki J. Brach-Czainy. Słowem wstępu, chciałbym uniknąć w tym tekście syntetycznych prób pochwycenia i wyrwania maleńkiemu tomikowi „Szczelin Istnienia” czegoś w rodzaju głębszego sedna czy sensu. Dla odbiorcy czytającego ten tekst, wycisnę tylko kilka porozumiewawczych kropel: prostota, głębokie bycie ze światem, wieloma zmysłami, ciekawość, zadziwienie. Pozostaje mi jedynie, drogi odbiorco, zachęcić do zgłębienia jej, a teraz odklejajmy się powoli od genezy tytułu…
Tu już coś o sobie, jako twórcy. Trafiłem na jej niewielkie tomiki na studiach, przypadkowo. Szukałem tytułu dla procesu twórczego, który wtedy mną zawładną. Bawełniane tkaniny, wymoczone w glinie, które wtedy rwałem na strzępy, miały w sobie coś efemerycznego i jednocześnie cielistego. Na początku wieszałem je jak pranie, a one zyskiwały przedziwną, zawieszoną obecność. Szybko po tym obrazie, wewnątrz głowy, zaczęły zapalać się słowa; szczeliny, błony, istnienie, coś mentalnego… Palce wystukały paciorki znaków w przeglądarce. Tak trafiłem na książkę, a kolejna koegzystencja chciała poinformować mnie o wznowieniu wydania w szaro-różowej okładce.
Przeczytałem. I od tego czasu dołączyłem do pewnego rodzaju ludzkiego, który nie może przetrwać bez bliskości z małym, rozlatującym się tomikiem. Co więcej, zacząłem spotykać ludzi, którzy obcowali z nią na rozmaite sposoby. Potrafili na przykład – okradać się z tej książki, kiedy ich egzemplarze ginęły. Albo nosić ją w kieszeni, spodni czy plecaka, jak twierdzili – zawsze przy sobie. Robili to po to, aby otwierać ją raz lub kilka razy dziennie. Czytać jedną, nie-przypadkową opowiastkę właśnie na ten moment, na ten pejzaż, schować do kieszeni. Potem dzielą się na takich co łączą ją z całym swoim istnieniem albo na takich, którzy godzą się z nią i zapominają co przeczytali. Jak gdyby była to tylko egzystencjalna przerwa na papierosa.
Choć ten wstęp pobrzmiewa jakby był gloryfikującą recenzją, muszę stwierdzić, że książka ta, dla pewnej grupy ludzi stała się wziernikiem – ku czemuś ważnemu co pęd dzisiejszych czasów skutecznie ruga. Książka wdziera się w nagie życie, uczy nas głęboko je smakować. Takie bycie ze światem, zawsze było mi bardzo bliskie. Zanurzenie w zmysłowości, zbiegach okoliczności, nabrzmiałych znaczeniach zjawisk. W ten sposób powstała we mnie myśl. Szczeliny Istnienia jako pewna stabilna i zakorzeniona figura filozoficzno – literacka, stanie się punktem wyjścia do procesu artystycznego. To świetny punkt wejścia-wyjścia, wypchnięcia odbiorcy w stronę wrażliwego i głębokiego obcowania z innymi światami.
porą suchych liści kukurydzy, 2025
Badanie Artystyczne: Szczeliny Istnienia
Badanie Artystyczne – Szczeliny Istnienia, nie zawiera jednej konkretnej metodologii pracy. Jest to zbiór wielu-praktyk post-artystycznych, takich jak: spacerowanie wobec pejzażu, zbieranie bio-materii, obcowanie ze światem roślin – rozumiane jako „bycie ze światem”, eksperymentalna uprawa w pracowni, notatki fotograficzne i wyjazdy terenowe do ciekawych pod względem przyrodniczym i auratycznym miejsc.
Konsolidacją procesu jest moment powołania czterech, wielkoformatowych dzieł artystycznych. Asamblażu – Rem Pszczoły, Instalacji – Ogród Polimorficzny, Obiektu – Bez tytułu oraz otwarcie nowego cyklu malarskiego (4 szkice eksperymentalne, 1 obraz wielkoformatowy). Koncepcja projektu została zaprezentowana na Sympozjum Twórców i Teoretyków 2025 – Herbarium Novum II: Podmiot Roślina w formie prezentacji. Część powstałych dzieł, została zaprezentowana na wystawie JESTOTA ZAPOZNANA (Herbarium Novum II) w poznańskiej abcGallery. Niżej opisane działania post-medialne wzbogacały proces twórczy, a także stymulowały wyłanianie się biomorficznych dzieł.
Punktem wyjściowym w poszukiwaniach twórczych były dla mnie słowa zapisane w szkicowniku – Duchy podobne roślinom. Formy, nad którymi pracowałem miały nie tyle „naśladować rośliny” co wkraść się w ich istnienie – poprzez różne sposoby myślenia, wielozmysłowe doświadczanie i obcowanie z nie-ludzkimi innymi. Proces artystyczny i badawczy ma zdolność wnikania w szczeliny, a materializacja dzieła sztuki często bywa szczeliną samą w sobie. Podobnie jak kiedyś historia sztuki określała obraz malarski oknem czy zwierciadłem ku tajemnicy.
Moim zamiarem było spełnienie pewnych ontycznych cech dzieła sztuki. Interesowało mnie rozwinięcie już opracowanych i wymyślenie nowych technologii, które realnie pracują ze zjawiskami takimi jak ciepło, wilgoć, energia, czas, rozpad, sensualność i rezonans materii, a także wchodzą w interakcję z biosami i Zoe.
Choć obiekty, które stworzyłem mają charakter „labowy” (rozumiem przez to, że powstały w pracowni i mogą być zarodnikami dla pracy site-specyfic/in situ w plenerze) są punktem wyjścia do kolejnych projektów, które mogą stać się nośnikami takich wartości (zarówno w wymiarze materialnym jak i niematerialny): biodynamiczność, cyrkularność, kompostowalność, do-karmicielstwo, wulnerabilność, regeneracyjność, a także pokrewnych odpowiadających na potrzeby wynikających z napięć współczesności.
Powyższe wartości zlewają się poprzez praktykę twórczą w opracowane dzieła sztuki. Oddziałują one na polu poszukiwania nowego języka (posthumanizm) i feministycznego przepisywania. Udzielają głosu nie-ludzkiemu innemu, a także samej materii. Destabilizują i decentralizują konserwatywne sploty tego co uważamy za Podmiot-owość i Przedmiot-owość. Proponuję również pomyśleć o relacji splątanej tych wartości: Podmiot-Przedmiot – Przedmiot-Podmiot. Świat roślin wobec relacji z naszym gatunkiem okazał się interesującym polem badawczym. Dla przykładu: upodmiotowienie rośliny, zachodzi poprzez wykorzystanie jej ciała w praktyce artystycznej i umiejętne splecenie ją z siecią kontekstów kulturowych.
Projekt dofinansowany ze środków stypendium „Młoda Polska 2025”, ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Badanie Artystyczne – Szczelina I: Wołanie Materii
Praktyka artystyczna: Od początku procesu artystycznego wyostrzyłem uważność na procesy mentalne i psychofizyczne podczas pracy z materią. Prowadziłem notatki z obserwacji. Niniejszy tekst jest premedytowaną próbą przekazania zanotowanych zjawisk. Wyczuwam w tych notatkach potencjał do napisania pogłębionego artykułu o materii.
Głęboki proces twórczy wobec materii odbywa się w ciszy. Kiedy zostaje sam, materia zaczyna nawiedzać mnie poprzez wewnętrzne obrazy, pojawiają się zarysy form. Co ciekawe, proces ten określiłbym para-fizjologicznym, ponieważ brak reakcji z mojej strony, choćby poprzez bazgroły ołówkiem, skutkuje nasilającą się utratą spokoju i uporczywym wędrowaniem uwagi w kierunku wyobrażeń. Zdarzają się takie noce, w które nie mogę spać, a wyobrażenia przepływają jak woda w młynie. Stwierdzić więc można, że Wołanie Materii jest zjawiskiem rozgrywającym się pomiędzy światem materialnym, a światem wyobrażeń (umysłowym). Poczucie to dotyczy pozornie prozaicznych materiałów.
Podczas badania artystycznego, przeprowadziłem analizy różnych biomateriałów, każdy z nich uczestniczy w konstelacji połączeń świata roślin. Poszerzyły one mój warsztat artystyczny i rozwinęły autorską technologię. Poprzez analizę materiałów rozumiem nie tylko tworzenie z niej dzieł sztuki, a również uważne, wielozmysłowe bycie z tymi substancjami. Pracuję jednocześnie z polem materialnym, pamięciowym, sensualnym, znaczeniowym, eko-magicznym. Zbadane materie to m.in.: glina (różne rodzaje), pył węglowy, pigmenty roślinne i mineralne, tekstylia naturalne (len, bawełna), wysuszone ciała roślin (trawy, zboża, chwasty), kawałki ciał drzew (stare drewno, karpy, resztki z wycinek), wosk pszczeli, żywica sosnowa i damarowa, olej lniany, autorski biopolimer (roślinny), wiklina, trzcina. Wrażliwość i świadomość ekologiczna (ekosofia?) przemienia ich powszechność czy marność w substancję bardziej wyjątkową niż złoto.
Z notatek surowych: Kiedy wchodzą do pracowni zapominam lub staram się zapomnieć. Koncentruje się na zjawiających się, przeczuciach – wołaniach materii. Czuję potencjały, zjawienia się obiektu przestrzennego. Do czasu pierwszej materializacji, potencjały wykazują polimorfizm, który zdaje się być stymulowany przez doświadczenia form i biomorficzne spostrzeżenia. Cienie, czy poświaty form, które się wyłonią zapowiadają proces, któremu towarzyszy niepewność. Stąd się bierze tyle kaw, które trzeba wcześniej wypić. Ta niepewność, bierze się ona z niekompletności wyobrażenia, jak gdyby w naturze tego zjawiska było jego odkrywanie. Moment ten wymaga zaufania do własnych możliwości, wymaga poznania tego Czym pracujesz, wymaga skumulowania energii, która ma zastygnąć w tym akcie.
Ciekawi mnie, że w tej fazie procesu, ciało nosi już w sobie poczucie formy (np.: jej gęstość, ciężar, skalę). Skóra nie dotyka jeszcze wosku czy gliny, ale czuje ich grudy w dłoniach. Oczy przy pracy nad obiektami, zachowują się inaczej niż w klasycznym procesie. Forma zdaje się istnieć wcześniej niż pomysł na obiekt artystyczny.
Mózg przenosi uwagę na dłonie, trwa w poczuciu jakby to z nich brał się obraz. Widzę bo muszę złapać za materiał, orientować się w przestrzeni. To dotyk bierze czynny udział w wydobywaniu formy przestrzennej z rzeczywistości wyobrażonej. Obraz z siatkówki oka przenika się z wewnętrznym. Proces ten generuje realne zmęczenie. Kiedy odchodzę od formy, używam oczu, ale nie po to aby przyglądać się i analizować. Jeśli analizuję to nie poprzez intelekt czy zdolność projektowania. Czuję, że jest coś takiego jak „niema ocena zmaterializowanej formy”, wewnątrz mentalnego kołowrotka nie ma wtedy/jeszcze słów.
Kiedy jesteśmy w oddali od formy przestrzennej, całe ciało zaczyna czuć jej obecność. Co więcej, możliwe jest zetknięcie się z uczuciem stosunku własnego lub wyobrażonego ciała wobec obiektu. Doznania te zawierają w sobie poczcie obcowania z inną realnością. Znów słownik zdaje się nie wystarczać aby opisać procesy wewnętrzne. Rozgrywają się one w mięśniach ciała, kręgosłupie, kościach przedramion i nie jest to metafora!
Czy ktoś z was też tak ma, że po wyjściu z muzeum odczuwa zmęczenie w okolicach łopatek i lędźwi?
Materia jest na tyle pochłaniającym tematem, że planuję poświęcić jej samodzielny, dłuższy artykuł. Aby czytelnika już całkiem nie wyprowadzić w pole. Na zakończenie pozostawiam kilka pytań, które być może więcej warte są niż próby odpowiadania…
1. Czy Wołała Cię jakaś Materia albo Przedmiot?
2. Co to znaczy udzielić głosu nie-ludzkiemu innemu?
3. Co może znaczyć Głos materii?
4. Jakie zjawiska niematerialne towarzyszą materii, oblepiają ją, namnażają się na niej jak mikroby?
5. Czy umiemy wyobrazić sobie świat materii bez świata słów?
6. Czy zauważyłeś kiedyś, że podpisanie zdjęcia albo przedmiotu ma tajemniczą właściwość zmieniania percepcji?
7. Jak to się dzieje, że materia staje się nośnikiem pamięci?
8. Czy nie uważasz, że to trochę dziwne, że ustawione odpowiednio przedmioty albo odpowiednio uformowana materia wpływa na twoje emocje, wpływa na twoje samopoczucie, a może nawet generuje doznanie obecności?
9. Czy istnieje tylko jeden sposób postrzegania i myślenia o materii?
Każdy kto był kiedyś nad morzem ma szansę przywołać w pamięci uczucie spoglądania w dal. Na nie, przez nie, głęboko w nie – ale nie w głębiny. Kładąc dłonie na chłodnych ziarnach piasku i patrząc na spektakle horyzontu patrzymy w samych siebie. Czujemy jak nasza dusza się rozszerza, rozlewa, faluje. Jesteś-my małym Solaris.
Jak pisał M. Foucault, „możemy założyć, że człowiek zniknie, niczym oblicze z piasku na brzegu morza”…
Badanie Artystyczne – Szczelina II: – Uprawy równoległe.
Praktyka artystyczna: Spaceruję od pory zeszłorocznego ugoru, po kole czasu, ku przyszłemu. Obserwuję maszyny rolnicze, ich osprzęt, ślady które zostawiają w ziemi. Obserwuję formę pól uprawnych, wchodzę na pobliskie wzgórze aby widzieć je z wysokości kruka. Ślady traktora są mi labiryntem.
Koegzystuję na co dzień z dolnośląskim rolnictwem monokulturowym. Równolegle do agrologicznej sezonowości, w moim art-labie odbywa się eksperymentalna uprawa nasion pszenicy. Badałem zachowanie jej korzeni, źdźbeł i podłoża – jako tekstylne medium sztuki współczesnej.
Przyglądam się z zaciekawieniem pracy rolników, począwszy od traktorów uzbrojonych w zębiska agrorolniczych smoczysk. Analizuję ich relację z ziemią, mając na karku ciemną-ekologię i mit permakultury. Podziwiam jak agrokulturowy krajobraz dolnego śląska, zmienia się z tygodnia na tydzień – oczami i umysłem, który nastrojony jest na świat formy, abstrakcji, syntezy geometrycznej czy biomorficznej. Określiłbym ten ślepy spał spektaklem współczesnego nominosum. Łapie w siatkę pamięci zjawiska kultury zboża i okradam uprawców z kłosów.
Dzięki badaniom nad uprawą w kontrolowanych warunkach, nauczyłem się stymulować wzrost korzeni i źdźbeł na różnych podłożach; ziemi, glinie, a także tekstyliach. Grube płaty wyhodowanych biomateriałów rozcinałem, preparowałem, kształtowałem, zawieszałem i suszyłem. Oddawałem je procesom pleśnienia, gnicia czy kompostowania. Zapoznanie się z tymi procesami pozwoliło mi opracować kolejną autorską technologię. Obok powyższej praktyki zbierałem i suszyłem zboże na różnym etapie rozwoju. Analogicznie obserwowałem jego zasuszanie, skurcz, podatność na grawitację, trwałość. Szukam sposobu na wydarcie agro-logosowi zboża – wewnątrz pól znaczeniowych, mitotwórczych czy eko-magicznych. Jak alchemicznie oddać im dzikość, nadać im wymiar arche-? Praktyki te mają ścisły związek z rozwinięciem i pogłębieniem mojej koncepcji obiektów polimorficznych, pół-żyjących form, w których splata się istnienie roślin i dzieła sztuki.
Rysunkowość i udział agro-geometrii w procesie monokulturowej uprawy zawiera w sobie tajemnice ludzkiej czasowości. Jest to zjawisko dotyczące całkowitej podstawy naszego istnienia, naszego pokarmu. Czas przeszły jak i przyszły, zapisany jest w bieżnikach traktorów. Ludzkie uczestnictwo w tej scenerii nosi w sobie pulsującą grozę. Kończę pisać ten tekst, kiedy dwieście metrów od mojego domu, szeregi obeschłych kukurydz, zdają się przysypiać na swojej egzekucji. Ścina je moloch nowoczesnego rolnictwa, ścina nasze odbicie w nie-ludzkim. Idąc do wiejskiego sklepu mijam szyber zbożowy, który ma w sobie siłę małego wodospadu. Pojawiły się we mnie słowa; Uczestniczymy w narodzinach panteonu nowych tytanów. Pazury agro-smoczysk, wyrysowują hipnotyczne układy zamknięte.
Badanie Artystyczne – Szczelina III: – Martwa Nauka
Praktyka post-artystyczna: Dyletancko zabawiłem się w antropologa. Nawiązałem korespondencję z Zakładem Biologii Rozwoju Roślin na Uniwersytecie Wrocławskim. Poprzez rozmowę z naukowcami i odwiedziny laboratorium zamierzałem, doświadczyć atmosfery czy auratyczności zakładu badającego rośliny. Nie oceniam, ani nie poddaje dualistycznej analizie moralnej losu roślin. Poznałem techniki preparowania roślin, proces przygotowywania preparatów. Zostałem przeszkolony w obsłudze mikroskopów, był to kluczowy moment, który chciałem przeżyć. Jakie emocje i stany towarzyszą istocie ludzkiej, która po raz pierwszy spogląda poprzez i w oko mikroskopu. Czy istnieje styk pomiędzy artystyczną, a naukową neuroplastyką? Niniejszy tekst jest relacją z tego eksperymentu.
Zagłębiając się w świat roślin, założyłem sobie pewien eksperyment. Nigdy wcześniej nie zgłębiałem „ścisłej” naukowej książki. Zacząłem ekwipować się w pozycje dotyczące fizjologii, anatomii czy mikrobiologii roślin (na dobry początek). Zdałem sobie sprawę, że bycie z takimi książkami, nie wiele ma wspólnego z czytaniem literatury pięknej, natchnionej czy nawet specjalistycznej w dziedzinach -humanistycznych. Jako istota ludzka, żyjąca i myśląca formą, zacząłem zauważać pewne powtarzalne zjawiska. Były to sposoby i próby przekazania wiedzy poprzez wizualizacje. Miałem wrażenie, że gdyby ktoś wygumkował towarzyszące im opisy, z powodzeniem mógłby zrobić z nich wystawę artystyczną.
Nie opuszczało mnie poczucie, że biologiczne syntezy usiane słowami – bez odbicia w laboratoryjnym doświadczeniu, były jałowe. Koncentrując się na naukowych opisach byłem w stanie pobudzić wewnętrzne obrazy. Miałem jednak poczucie, że nie ma w nich niemej uporczywości i potrzeby ich wyrażenia, tak jak dzieje się to podczas wołania materii. Tak odróżniam głęboką przestrzeń rzeczywistości wyobrażonej, w której pomieszkują byty kontinuum naturo-kultury.
Miałem sen. Spoglądam na antyczną mozaikę, po której skacze światło pochodni jak gdyby w „Jonsie”. Wehikuł uwagi, w którym się unoszę, zasysa centrum meandrujących, kłączących się geometrii. To środek zasysa percepcję. Jestem tak blisko, że mógłbym zedrzeć koniuszkiem nosa pajęczyny, wciągnąć kurz wdechem. Słyszę głos staruchy – „Kości minotaura mchem porosłe”.
Jeśli osoba o neuroplastyce wyposażonej w niesforną ekspresję wyobrażeń i „(post)humanistyczny background” ma problem z powołaniem wewnętrznego obrazu na podstawie tekstu, rysunków i wizualizacji – zachodzi tu ciekawa ułomność. Uświadomiłem sobie, że nauki przyrodnicze również polegają na interpretacji i umownych syntezach zjawisk. Poczułem ekstatyczne ukucie niewiedzy, realne, zimne – nie wiem.
Nie mogłem wyjść z podziwu kiedy uświadomiono mi, że oko ludzkie – uzbrojone w mikroskop może dotrzeć tylko do pewnej granicy (poziom komórek i ich wnętrza). Obserwacja tylakoidów w chloroplastach staje się już problematyczna. Wszelkie głębsze i dalsze wędrówki odbywają się poprzez komputer. Maszyna (np.mikroskop elektronowy) interpretuje zjawiska (upraszczając dyletancko), a ludzkie oko doświadcza obrazów lub wykresów na monitorze. Co więcej, zarówno preparaty jak i interpretacje wyplute przez maszyny są uprzednio lub końcowo obrabiane (np. ciemnia cyfrowa, grafika cyfrowa, preparowanie) w zależności od ich dalszego przeznaczenia. Można więc zaryzykować wniosek-pytanie: Co oznacza w takim wymiarze obserwacja nagiej natury?
Oczy i mózg spotkane z mikroskopem, mają problem z rozpoznaniem tego co widzą. Wewnątrz mikroskopu patrzy się na dwa, jednocześnie nakładające się na siebie obrazy. Co więcej – w żywym oku powstają artefakty (soczewka mikroskopu) i zaburzenia (np. odbijają się rzęsy). Pierwsze wnikanie w tą szczelinę jest dodatkowo utrudnione przez potrzebę ruchu obrazem, powiększeniem i kadrem preparatów. Dłonie połączone z oczami muszą stworzyć nową neuroplastyke między sobą – podobnie jak operator filmowy musi zrosnąć się z kamerą.
Przychodzi mi na myśl dziwna puenta. Czy spoglądanie w oko mikroskopu nie ma w sobie czegoś w rodzaju cudu? Czasem dotyka nas szczególny rodzaj przeżycia, dreszcz czy impuls – dziecięcego zdziwienia. Czuję się wtedy jak gdybym ocknął się z długiej hibernacji. Jako cud postrzegam możliwość zagłębiania się we wszelki byt jaki ulega naszym próbom wdarcia się w niego. Posępna koherencja materii i wiedzy. Bardzo często zbadanie czegoś jest równoznaczne z jego uszkodzeniem, nacięciem czy nakłuciem. To dziwny splot potrzeb i konsekwencji. Jaki wpływ na to co widzimy mają wyuczone informacje, pozbawione żywego doświadczenia? Czy częściej nie jest tak, że wiemy, a nie widzimy? Gdzie w takim razie jest granica między wiedzą, a wiarą w informacje? Czy nie przypomina to mentalnej infekcji? Jakie konsekwencję to ze sobą niesie?
Moje wnioski zataczają trywialny krąg. Praca badacza, czy to artystycznego czy naukowego może obrać ten sam punkt wyjścia, który stanowi o nas jako istotach rozumnych. Obserwacja i doświadczenie – bez nich – posługiwanie się wiedzą zaciera granicę z wiarą. Jeśli nie zaopiekujemy się świadomością społeczną, nie przywrócimy jej zdolności samodzielnego badania świata, jesteśmy skazani na uniwersum, w którym utracimy zdolność bycia ze światem. My w jakimś sensie, już dzisiaj jesteśmy – sługami auto-utylitarności i biologiczności naszych ciał. Upośledzeni przez technokrację i kapitalizm – lenistwo i konformizm. Niepokój o najbliższe lata i prognozy katastrof mają ożywczą moc zwalniania nas z potrzeby zadbania o bezpieczną starość i smakowitość kariery.
Porą zebranej kukurydzy, 2025

































